|
Pobożny lew.
Przy haśle „strach"' zawsze przypomina mi się dowcip o „pobożnym lwie".
Pewien człowiek wędrował przez pustynię. Nagle zobaczył idącego w jego kierunku lwa. „Panie, pomóż, spraw, żeby to był pobożny lew i żeby nic mi nie zrobił".
Lew podszedł bliżej, usiadł, złożył przednie łapy i zaczął się modlić: „Pobłogosław, Panie to danie ..."
Strachu doświadcza każdy człowiek, w większym lub mniejszym stopniu. Ścisłe mówiąc jest to często „tylko" uzasadniony lub nieuzasadniony lęk. Ledwo zauważalny, jednak istniejący. Przy czym niewielu się do niego przyznaje. Parafrazując Biblię można powiedzieć, że „strach krąży jak lew ryczący i szuka, kogo by pożreć".
Istnieją różne możliwości postępowania z naszym lękiem:
- Możemy się go wypierać w myśl zasady: U
mnie nie ma lwów.
— Możemy go usunąć.
- Możemy odpędzić go, hałasując.
— Możemy z nim się pogodzić.
- Możemy, podobnie jak ten człowieczek na rysunku, przez zdrętwienie spróbować go uspokoić.
Możemy mieć nadzieję, że lew kogoś innego pożre.
Możemy wmieszać się między ludzi i czekać, aż strach zejdzie na;- z oczu.
To wszystko nie uratuje nas jednak przed lwem. On zawsze będzie próbował nas pożreć. Trzeba zatem na tym miejscu podkreślić jedno: Nie jest wstydem bać się, także dla chrześcijan. Ważne jest to, co robimy, gdy się boimy.
Bóg chce ludzi, którzy nie będą czekać, aż strach ich zniszczy. On chce ludzi, którzy ze swoimi lekami, potrzebami i troskami przyjdą do Niego i Jemu je powierzą. Inaczej mówiąc, powierzą Mu całego siebie.
Jezus Chrystus złożył nam wspaniałą ofertę, dzięki której możemy przyjść do Niego ze wszystkimi naszymi lękami i troskami: na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie. Ja zwyciężyłem świat (Jan 16.33). Tak może powiedzieć tylko Jezus, zmartwychwstały Pan, który zwyciężył śmierć.
Być może czujecie się dzisiaj, podobnie jak ten człowiek, na „pustyni" swojego życia. Być może dostrzegacie na horyzoncie wielkie lwy. Nie wiem, jak dokładnie się one nazywają. Być może jest to tylko fatamorgana, w każdym bądź razie wywołuje strach. Znam tylko jedno wyjście z tej sytuacji: Pójdź do Jezusa! On jest silniejszy niż wszystkie lwy razem. On osiągnął już zwycięstwo. Może to nastąpić w osobistej modlitwie, gdy zawołasz do Niego: Panie Jezu Chryste, nie polegałem na Tobie i popadłem w otchłań moich lęków i zmartwień. Chcą mnie pochłonąć „dzikie lwy" o różnych nazwach. Ale ja chcę patrzeć na Ciebie i uchwycić się Twojej dłoni. Nie chcę być bohaterem, dla którego nie istnieją żadne wątpliwości , ale kimś, kto w każdej sytuacji spogląda na Ciebie i ufa Tobie. Amen.
Jeżeli tak się pomodlicie. „lwy" na pewno nic wam nie uczynią, lecz doświadczycie tego. co E. Gebhardt napisał w jednej ze swych pieśni:
„Gdy wszystko drży. zapada w dół,
Pan dobry nas w opiekę wziął.
On z nami jest choć ginie świat,
Dla wiernych swych najlepszy brat.
O, jakże swój ukochał lud!
I podjął dlań krzyżowy trud..."
(Pieśni Nadziei i Wiary, nr 271).
Życzę Wam, aby stało się to Waszym osobistym doświadczeniem.
(tj)
|
|